3. Pan zły

Sofia biegła, co sił po kamiennych schodach niosąc w rękach wielki dzban wina. Zbyt wielki, jak na wychudzoną dziewczynkę, ale tym nikt się tutaj nie przejmował. Należało wykonywać rozkazy natychmiast i bez gadania. Inaczej bardzo źle się to kończyło. Z tego powodu całe Mauzoleum było dzisiaj postawione na nogi. Wszędzie widać było biegającą służbę, a od zimnych ścian zamku odbijał się odgłos bosych stóp oraz wykrzykiwane rozkazy. Nikt nie chciał ryzykować i podpaść Panu, który był dziś wyjątkowo zły.

Dziewczynka omal nie wpadła na innego służącego, który właśnie wychodził zza rogu. Naczynie wypełnione trunkiem niebezpiecznie zachwiało się w jej rękach, ale odzyskała równowagę. Pospiesznie podeszła do czwartych drzwi na drugim piętrze i odchrząknęła.

- Czego chcesz? – spytał barczysty strażnik nawet na nią nie spoglądając.

- Pan prosił o wino.

Pot spływał jej po czole ze zmęczenia, ale i ze zdenerwowania. Nigdy nie było wiadomo, kiedy i z jakiego powodu Pan wpadnie w złość i każe wrzucić sługę do lochu. Poza tym Sofia nigdy go nie widziała. Tej wątpliwej przyjemności mogli zaznać tylko jego najbliżsi strażnicy lub ci, których postanowił osobiście zabić.

Strażnik bez słowa zabrał od niej dzban i zastukał w drewniane drzwi do komnaty. Przez szczelinę udało się dziewczynce zobaczyć fragment pokoju. Jego mrok rozjaśniał słaby blask lampy, a pod ścianą stał regał wypełniony książkami. Resztę zasłaniał osobisty strażnik Pana. W całym zamku zawsze panował półmrok, jego władca nie lubił światła. Podobno nawet na zewnątrz nigdy nie wychodziło słońce. Sofia nigdy go nie widziała, ale wyobrażała sobie, że musi być piękne, mówiono, że jego promienie ogrzewają wszystko prawie tak, jak ogień płonący w kominku. Nie czekając aż ktoś zauważy, że podgląda i da jej za to w kość, uciekła z powrotem do kuchni.

Postanowiła skrócić sobie drogę przez przejście w pobliżu lochów. Nie było to najprzyjemniejsze miejsce, ale mogła być na miejscu o połowę szybciej niż idąc zwykłymi korytarzami. Z resztą w Mauzoleum nigdzie nie było przyjemnie. Starsi niewolnicy, którym szczęśliwie lub mniej szczęśliwie udało się przeżyć wiele lat służby u Pana, opowiadali, że kiedyś naprawdę było tu cmentarzysko. Powiadali, że od wieków chowano zmarłych na tych terenach, a starożytni nekromanci odprawiali w tutejszych kryptach swoje straszliwe rytuały. To podobno dlatego Pan wybrał Mauzoleum na swoją siedzibę i zbudował twierdzę, która była niedostępna dla nikogo poza nim. Niewolnicy nigdy nie opuszczali jej murów. Nawet ci najstarsi nie pamiętali już życia na zewnątrz.

Sofia nie słyszała już pracujących na wyższych piętrach sług, wokół niej zapanowała martwa cisza. To oznaczało, że była w połowie drogi od lochów. Gdy znajdzie się bliżej, usłyszy jęki i wrzaski więźniów. Przypomniała sobie, jak ktoś mówił, że pod lochami jest jeszcze jeden poziom, tam znajdują się pracownie Pana, w których, tak jak starożytni nekromanci, odprawia rytuały i przeprowadza potworne eksperymenty na nieposłusznych niewolnikach. Dziewczynka sądziła jednak, że to tylko opowieści mające siać postrach wśród służby.

Nagle usłyszała za sobą jakiś zgrzytliwy dźwięk. Odwróciła się, ale lampy były tutaj umieszczone bardzo rzadko i niczego nie zobaczyła. Skuliła się i najciszej, jak tylko umiała, zaczęła iść dalej.

- To pewnie tylko jakieś szczury. Pełno ich tu. – pomyślała.

Po chwili jednak znów usłyszała ten dźwięk. Nie brzmiał, jak odgłosy szczurów, a bardziej, jak zgrzyt metalu o kamień. Wsłuchiwała się w zalegającą znowu ciszę, ale nic więcej się nie wydarzyło. Drżąc na całym ciele pobiegła w kierunku kuchni. Kiedy mijała schody do lochów, jej uszu dobiegły jęki jakiegoś nieszczęśnika.

2. Przeklęta Puszcza

Daniel wracał z miasta do swojej chaty w lesie. Był wściekły. Nie udało mu się sprzedać nawet kawałka mięsa ze zwierząt, które upolował w Puszczy. Ziół też nie chcieli. Dlatego teraz ciągnął z powrotem do domu wózek wypełniony zabitymi królikami i wiewiórkami.

Kopnął ze złością kamień leżący na drodze i poprawił w dłoniach uchwyty wózka.

- Przynajmniej ja nie będę głodował dłuższy czas. – mruknął do siebie i otarł pot z czoła.

Nie mógł zrozumieć głupoty i łatwowierności ludzi z miasteczka. Jak mogli pleść takie bzdury! Do tej pory brzmiały mu w uszach krzyki przekupniów i klientów z targu. Wrzeszczeli jeden przez drugiego i prawie go zlinczowali za to, że przywiózł dziczyznę na sprzedaż. A wszystko przez jakieś głupie plotki, że Puszcza jest przeklęta, a wszystko, co w niej żyje zatrute.

- Kto zmyśla takie bzdury?!  - spojrzał smętnie na zachód, w stronę wioski położonej w połowie drogi między miastem i Puszczą – Jeśli w Creeptown tak mnie potraktowali, to do Błota nawet nie mam po co iść.

Wieś nazwano Błotem, ponieważ tereny w jej pobliżu były podmokłe. Chłopak zwrócił wzrok z powrotem w kierunku lasu i pokręcił głową rozpamiętując ostatnie wydarzenia.

Przez całe życie mieszkał w chacie na skraju Puszczy. Jego matka była zielarką, a ojciec myśliwym. Oboje jednak już od dawna nie żyli. Ojciec zdążył jednak przed śmiercią nauczyć Daniela myślistwa. Od matki nauczył się też wiele o roślinach. Dzięki temu mógł zarabiać na siebie polując, zbierając zioła, a czasem nawet przygotowując z nich proste mikstury.

Ostatnio jednak nie wiodło mu się dobrze. Wszystko przez pogłoski o stworach i demonach gnieżdżących się w Puszczy. Ludzie wierzyli, że lasy opanowało zło, a wszystko, co w nich żyje jest skażone. Dlatego wpadli w panikę, gdy tylko Daniel zjawił się na targu. Próbował im wytłumaczyć, że się mylą, że przecież on sam żyje na skraju lasu i żywi się tym, co w nim znajdzie. To jednak tylko pogorszyło sytuację. W tłumie pojawiły się głosy, że pewnie i on sam został skażony złem z Przeklętej Puszczy. Musiał uciekać, żeby go nie zlinczowano.

Do domu było już niedaleko. Droga wiła się pomiędzy wielkimi głazami porośniętymi mchem. Podobno tworzyły one kiedyś ogromny mur oddzielający Puszczę od reszty Królestwa. Było to jednak tak dawno temu, że większość opowieści o tamtych czasach to legendy i bajki. Daniel usłyszał za sobą jakiś hałas. Obejrzał się przez ramię, ale nikogo nie zauważył.

Znów zaczął rozmyślać o dzisiejszym dniu. Mimo tego, że usilnie starał się przekonać ludzi do swoich racji, to w głębi duszy nie był ich tak do końca pewien. Oczywiście plotki o zatrutym mięsie i roślinach to bzdury. Jednak prawdą jest, że coś niedobrego dzieje się ostatnio w Puszczy. Nie raz wychodząc po zmroku z domu miał wrażenie, że ktoś go obserwuje i przejmował go lodowaty chłód. Czuł, że cokolwiek czai się w mrokach lasu, jest czymś bardzo złym.

Chłopak dotarł już prawie na miejsce. Od domku dzieliło go zaledwie kilkaset metrów, gdy znów usłyszał za sobą hałas. Odwrócił się i nerwowo sięgnął po nóż ukryty pod koszulą.

1. (Nie)ulotne

Kolejny raz obeszła dokoła szczyt wieży. Wiatr smagał ją po całym ciele. Odgarnęła splątane włosy z twarzy.

- Jak dobrze, że chociaż dzisiaj nie pada deszcz. – mruknęła do siebie spoglądając na zachmurzone niebo.

Deszcz przynosił przeraźliwy chłód, a na wierzchołku kamiennej budowli nie było, gdzie się ukryć. Zawsze, gdy zaczynało padać jej nastrój się pogarszał. A może to zły humor przywoływał deszcz… To wrażenie często ją nawiedzało, jednak szybko odganiała takie myśli. Przecież nie można wpływać na pogodę. I to za pomocą emocji!

Poprawiła lekko już poszarpaną szarą sukienkę i zaczęła przeczesywać popielate włosy palcami, aby spleść je w warkocz. Ponownie nawiedziło ją dziwne przeczucie, że kiedyś miały inny kolor. Nie mogła sobie jednak przypomnieć jaki. To jednak nie miało tutaj żadnego znaczenia. Na wieży wszystko było w odcieniach szarości – krajobraz, niebo, kamienna budowla, a nawet ona sama. Wszędzie ta sama nijaka barwa o różnym nasyceniu..

Usiadła pod kamiennym murem otaczającym szczyt wieży i podciągnęła nogi. Chciała choć trochę schronić się przed zimnym wiatrem. Na szczęście oprócz zimna i znużenia nie doskwierał jej nigdy głód, ani nie musiała zaspokajać innych potrzeb. Mgliście zdawała sobie sprawę z tego, że w innych okolicznościach musiałaby to robić. Cieszyła się, że tak nie jest, bot tu na górze nie byłoby to możliwe.

Powiodła wzrokiem po zachmurzonym niebie. Widziała zbliżające się ciemne, deszczowe chmury. Wiatr przybrał na sile.

W takich chwilach zastanawiała się, co robi w tym przeklętym miejscu, skąd się wzięła i kto ją tu umieścił. Tego jednego była pewna, że ktoś celowo ją tu sprowadził. Tylko w jakim celu? W nagrodę, czy za karę? Nigdy jednak nie znalazła rozwiązania tej zagadki. Nie pamiętała czasów „przed wieżą”, o ile w ogóle takie były. Poza tym wszelkie myśli na ten temat były zbyt ulotne. Nie mogła dostatecznie się na nich skupić, ponieważ, gdy tylko to robiła odpływały prędko i nie powracały przez dłuższy czas. Może tak było lepiej, trwać bezmyślnie i bezwiednie w swoim więzieniu. Gdyby nie to, z pewnością wpadłaby w obłęd.

Przymknęła na moment oczy, a umysł natychmiast zaczął oczyszczać się z wszelkich myśli.

- Znów to cholerne uczucie, że tak nie powinno być, że jest coś ważnego o czym powinnam pamiętać! Dlaczego nie mogę się skupić?

Uderzyła pięścią w kamienną posadzkę, a z nieba zaczęły padać pierwsze krople deszczu. Jej oczy na powrót stały się puste, a twarz bez wyrazu.